niedziela, 9 września 2007

zapiski o północy

Dzisiejszego dnia nie mogę zaliczyć do szczesliwych...
Żałuje ze pojechałam na piknik firmowy gdzies daleko, przeżywając prawie 4 godz. jazde busem w jedną strone, marnując drogocenny sobotni poranek, ktory z wielką przyjemnościa mogłam przeznaczyc na sen po wczorajszej zarwanej nocy i całotygodniowym spaniu po 6 godzin dziennie. Tylko po to aby spedzic 6 godzin z ludzmi z ktorymi tak naprawde nic mnie łączy i z ktorymi wszystko co wspólne zostawiam w pracy. Nie ukrywam są wśrod nich ludzie, na widok których zawsze sie ciesze i lubie z nimi spedzać czas. Ale jaki jest sens rozmowy z osobami, ktore tak naprawde nie mają ci do powiedzenia nic oprocz tego - ze kiepską mamy dzis pogode ...
To jest dla mnie najgorsze - niezdarne próby rozmowy z ludzmi, z ktorymi nie masz o czym rozmawiac...
I przypomina mi sie ktorys tam z kolei wieczor. Poszlismy do kawiarni i całą swoją kawe wypiłam gapiąc sie na innych ludzi i zazdroszcząc im tego ze potrafią ze sobą rozmawiać. Bo my już chyba nie potrafilismy... A taka cisza miedzy nami, przerywana uwagami o pogodzie, rodzaju tapety na scianie, czy opieszałym kelnerze, to dla mnie najgorszy scenariusz na reszte zycia....

Brak komentarzy: