Świętowanie dnia swoich urodzin wydawało mi się zawsze trochę niepotrzebne. Rozumiem na osiemnaste czeka się z upragneniem, wiadomo są swego rodzaju przepustką do dorosłości (jakże to jednak mylne...). Ale kolejne - szczegolnie te po 25 roku i w dodatku dla kobiety - to juz mniej mile i przyjemne święto.
Dlatego nigdy jakoś specialnie nie przywiązywałam do rocznicy swoich urodzin szczególnej uwagi.
Moje ostatnie urodziny, ktore obchodziłam kilka dni temu, były jednak tak symatycznym i miłym dniem, że nawet przez chwile nie zmartwił mnie fakt, ze stuknęło mi właśnie 28 lat :)
Mimo, że dzień wcześniej, nasłuchałam się od kumpla z pracy o tym, ze jutro obudzę sie z siwymi włosami, że muszę już uważać, bo łatwo w moim wieku o zwichnięcie biodra, mimo tego, ze sąsiedzi stukali mi w drzwi o północy, bo przeszkadzały im moje nocne rozmowy z przyjaciółką, w dniu moich urodzin spotkało mnie tyle ciepła, przyjaźni, serdecznych życzeń i miłych chwil spedzonych w gronie przyjaciół, że śmiało mogę stwierdzić, że dawno tak udanych urodzin nie miałam.
Cudowny dzień, mimo ogólnego zmęczenia (trzy godziny snu), o smaku shushi i piwa krwistego pitego w Drukarni. Pełen życzeń, a niektórych tak niesamowitych, ze prawie rzucały na kolana ;)
Myśle, że tak naprawde w życiu każdego człowieka nie jest tak naprawde ważne to, ile zakątków świata zwiedził, jakimi sukcesami może sie pochwalić ani ile to pieniędzy zarabia, ale jakimi ludźmi się otacza i jakich ma przyjaciół. Ja mogę powiedzeć, że mam cudownych przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć.
Dziekuję Wam za to, że jesteście :) Dzięki Wam mogę śmiło powiedzieć, że jestem szcześliwa.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz