poniedziałek, 7 grudnia 2009

Goodbye

Mam ja wreszcie :-) Moją ostatnio tak bardzo upragnioną i wyczekiwaną płytę Lipnickiej i Portera. Nowa i świeżutka, nawet próbowałam ją powąchać po rozpakowaniu z folii, tak jak się wącha książkę przyniesioną w spoconych ze zdenerwowania dłoniach z księgarni. Siedzę więc teraz i słucham... I magiczny głos Anity, który działa na moją duszę jak balsam. I głos Johna, taki zmysłowy, że zamykam oczy i nie myślę już o żadnych przyziemnych troskach. I cała moja romantyczna dusza jest już w skowronkach. Rozanielona dawką feromonów płynących z tej muzyki, jak narkoman na głodzie, który dostał swoją kolejną dawkę substancji odurzających. Mogłabym teraz odpłynąć i pozostać w takim stanie do rana, do świtu, kiedy słońce wstanie i odsłoni ponownie całe zło tego świata...

Brak komentarzy: