niedziela, 6 maja 2012

wyjątkowo zimny maj...

Wróciłam znów do miasta...

Po raz pierwszy nie był to jednak taki entuzjastyczny powrót, kiedy to wzruszam się z czułości, gdy widzę światełka miejskie z oddali. Tym razem przekraczając granicę Wrocławia, poczułam, że wracam do szarej, systematycznej rzeczywistości, którą dyktuje praca i domowe obowiązki, gotowania obiadów i wyprowadzania psa.

A za mną nadal morze...

Srogie, surowe, zniewalające zimnym, mocnym wiatrem. Mocno wciągałam ostry, słony zapach w nozdrza, tak głęboko, aby dostał się do mózgu, do krwi i został tam na dłużej.
I zabrałam z plaży mnóstwo pięknych, gładkich kamieni, którym smukły, opływowy kształt nadały morskie fale. I które pachną morzem.

Tymczasem jestem znów tu i teraz...

I znów mam swój ulubiony kieliszek wina, a kot mruczy cicho na kolanach...

Brak komentarzy: