Nie umiem tu ostatnio pisać...
Siwe włosy na mojej głowie pokryłam nową warstwą farby.
Ale kolekcjonera złamanych serc nie umiem zamalować. Ciągle gdzieś się czai, w zakamarkach, w momentach zadumy, chwilach tuż przed snem i zaraz po przebudzeniu. Kiedyś odejdzie...
Takie życie...
Pomyślałam sobie, że za mało wiemy o osobach, które przewijają się przez nasze życie, są obok nas.
To taki nowy trend - "nie znam swojego sąsiada, bo co mi się będzie obcy dziad po mieszkaniu i życiu prywatnym kręcił".
Żyjemy w czasach, kiedy nie można nikomu ufać. Każdą obcą osobę należy traktować z dystansem, z rezerwą, z założeniem, że nie jest uczciwy, że ma niecne zamiary, plany wobec nas. Bo każdy teraz swojego tyłka pilnuje, nawet kosztem innych...
Tymczasem we mnie ciągle ta naiwna wiara w ludzi... I ta ciekawość...
Kolega z poniedziałkowych zajęć salsy, ten co taki nieśmiały ciągle w kącie, gra w zespole rockowym. Byłam na koncercie, mam nadzieję, że kiedyś on i jego kapela będą sławni, a ja będę mogła powiedzieć " słuchałam ICH, kiedy grali jeszcze a małych knajpkach, całkiem za darmo".
Pan Rekruter z Warszawy, co życzenia przesłał na Święta, mój nos omylny czasem wyczuwa bardzo pozytywną postać, zakochaną w piłce nożnej i Mazurach.
Kolega z recepcji, zapalony podróżnik ze zniewalającym uśmiechem jak z reklamy. Świetnie tańczy :-)
Ile jeszcze osób, nad którymi warto się zatrzymać na chwilę i posłuchać?
Obym spotykała ich coraz częściej na swojej drodze.
To nic, że nieufna jestem, ale też i naiwna. I tą naiwność zaczynam w sobie cenić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz